2/19/2020

Austro -Węgierska odznaka Czerwonego Krzyża mniej tajemnicza ;-)





Tym razem się nie wysilę odnośnie długości wpisu, ale że może komuś rozjaśni się w łepetynie jak mi się rozjaśniło- to myślę że warto zamieścić i taki wpis..
Odznaki noszone w armii Austro - Węgierskiej są w zasadzie jedynymi odznakami jakie włączam do zbiorów, z sentymentu do starej monarchii, dla której kilku moich przodków walczyło a ten i ów nawet złożył kości na polu bitwy.

Nabywając tą odznakę, chociaż nie była to rzecz rzadka, bo jest spotykana, wahałem się nieznacznie, ponieważ zazwyczaj w opisach aukcji zaliczana była do tzw. ,,kappenów" czyli znaczków noszonych na czapkach przez CK żołnierzy, prawidłowo w pełnej nazwie kappenabzeichen. Wyglądało to tak gdyby ktoś nie wiedział



No więc trochę zdegustowany zacząłem szukać i pytać, a kto pyta nie błądzi :-)

Odznaka zakupiona przeze mnie to rzecz jasna odznaka Czerwonego Krzyża, instytucji o której możną wiele napisać i to wiele dobrego, kojarzonej i słusznie z pomocą rannym żołnierzom, ale tez i internowanym, etc. 


Na tym polu i Austriacki Czarowny Krzyż doskonale sobie dawał radę. Zresztą na rynku falerystycznym funkcjonuje wiele odznak pamiątkowych nie tylko CK monarchii, bo Czerwony Krzyż jak jedna z nielicznych organizacji do dnia dzisiejszego zasługuje na przydomek ,,międzynarodowy", więc i każde państwo deklarujące przystąpienie do niego miało swój specyficzny system nagradzania oraz odznaczeń, którymi nagradzano pracę swoich członków. Ale o tym to kiedy indziej bo tez temat wielki i rozległy a  i kapitalny dla każdego miłośnika falerystyki. 

Nasza odznaka jest odznaką Austriackiego czerwonego Krzyża. Ale czy była ,,kappenem" czy miała inna funkcję? jakoś nie chciało mi się wierzyć by znaczki takie przypinali sobie frontowi żołnierze, owszem może sanitariusze, ale czy do czapek? W jednym z aukcyjnych opisów na aukcji Ebay ktoś zawarł informację, że jest ot znaczek ,,medizinisches Hilfspersonal", czyli medycznego personelu pomocniczego (pielęgniarek, sanitariuszy i innych).
 Tego zacząłem się trzymać i po krótkiej ,,kwerendzie" kolega ze Słowenii - Dejan Podgoršek wyjaśnił mi to - zresztą na FB..
zamieszczając zdjęcie (poniżej) i wyjaśnienie, że istotnie to odznaka personelu pomocniczego i była noszona jak wygląda niekoniecznie na czapce (chociaż tego chyba nie da się wykluczyć, ale nie jest klasycznym kappenem).

I tajemnica zastała ,,rozwikłana", na zdjęciu pielęgniarka odznaczona nie tylko naszym małym ,,bohaterem" na rękawie ale i pięknym Medalem Honorowym na piersi w towarzystwie oficerów równie hojnie dekorowanych. 
Oficerowie ci możliwe że stanowili personel lekarski jakiegoś szpitala i taką sobie wspólną fotografię zrobili. Oficerowie nie są odznaczeni żadnymi odznakami Czerwonego Krzyża, ale spotkałem się z tym, że nasza prezentowana tutaj odznaka to wersja ,,mała" bo była i większa, ponoć zarezerwowana dla lekarzy, do tego na razie nie dotarłem, ale dotarłem do zdjęć w sieci
Były i większe, ale czy tylko dla lekarzy?
Zdjęcie internet - wygaszona aukcja internetowa Ebay


Już na pierwszy rzut oka widać że jest chyba dwukrotnie większa od mojej (moja ma wymiar 32 mm wysokości). Tego na razie się nie doszukałem, ale może ktoś z czytających zna odpowiedź?

Obu odznak nie można rzecz jasna mylić z bardzo pożądaną odznaką ,,kwalifikacyjną" (Krankenpfleger-Auszeichnung) - zdjęcie poniżej a o odznakach własnie się zbieram do napisania kilku zdań ;-) Ale tutaj na szybko zaprezentuję taką odznakę, obiekt westchnień niejednego kolekcjonera i utrapień żon kolekcjonerów, bo jej zakup portfel drenuje.. A i rzadko spotykana, a i często podrabiana jak to bywa z odznakami kwalifikacyjnymi o czym niebawem :-) I czas na kawę...

Krankenpfleger-Auszeichnung zdjęcie internet - wygaszona aukcja internetowa Ebay


cdn.....
:-)








2/18/2020

Wytrwali na skrawku ziemi - medal i krzyż pierwszowojennej bitwy nad Izerą


W zasadzie to nie tylko medal bo i krzyż, i w zasadzie rzeczywiście chodzi o skrawek ziemi i jego bohaterską obronę. Bo jakże jak nie bohaterską obroną, nazwać niemalże czteroletnią obronę skrawka ziemi będącego nie tylko spłachetkiem wielkości przeciętnej powierzchni jakieś powiatu w Polsce, chociażby lubelskiego, ale będącego symbolem wytrwałości dzielnych Belgów w obliczu wielkiej machiny zniszczenia toczącej się po jej równinach w czasie Wielkiej Wojny?


Popatrzmy na to zmaganie oglądając medal upamiętniający tą bitwę, początek tej epopei. Potem amatorsko, chociaż z wrodzonym entuzjazmem, zdając sobie sprawę, że mogłem popełnić jakieś drobne błędy historyczne,  przestawię swoje wypociny, bo temat zapewne znany specjalistom dla niektórych jest bardzo enigmatyczny.


O samej bitwie można powiedzieć tylko tyle, że rozegrała się w październiku 1914 roku. Od niemieckiej inwazji na neutralny kraj jakim była Belgia upłynęło zaledwie dwa i pół miesiąca. Nieprzygotowana do wojny armia belgijska ustępowała, ale dzielnie się broniła. 
Atak na Belgię był realizacją planu Schliffena, który Niemcy wykorzystali z dużą precyzją i który zapewnił w początkowym okresie bardzo szybki pochód ich armii na zachód.

Plan Schliffena - domena publiczna
A na drodze do Morza Północnego i jego portów była Belgia. Sam atak poprzedzono oczywiście ultimatum, w którym domagano się zgody na przemarsz wojsk niemieckich przez terytorium Belgii. Zgody nie udzielono, armia niemiecka ruszyła 4 sierpnia 1914. Wyeksploatowana armia belgijska tygodniami dawała cały czas odpór wrogowi, który bardzo ostro ,,parł do morza" , ale na jego drodze znalazła się  rzeka Yser (Izera)....
Resztki belgijskich oddziałów umocniły się na linii tej rzeki (oraz  kanału Iperlee). Wspomagane przez francuski korpus ekspedycyjny oraz brytyjskie siły morskie wspierające Belgów od strony morza ostrzałem artyleryjskim sprzymierzone oddziały zatrzymały Niemców. Pomocne okazało się otworzenie zapór rzeki Izery i zatopienie pól przed liniami belgijskimi. Sam przebieg bitwy nad Izerą był bardzo zażarty, zdjęcia z tego okresu ukazują zniszczenia o tym świadczące..




Bitwa nad Yser domena publiczna








Front nad Yser -domena publiczna

Rozegrana w dniach 16-31 października 1914 bitwa wytworzyła  front, który utrzymał się w miarę stabilnie do 1918 roku, pomimo, że w najbliższej okolicy rozegrały się w okresie Wielkiej Wojny znamienne bitwy jak chociażby cztery bitwy pod Ypres, z których wszystkie przeszły do krwawej historii zmagań..



Król Belgów Albert I zwycięski wódz - domena publiczna

Król Albert, w przeciwieństwie do ewakuowanego rządu belgijskiego pozostał z  żołnierzami, skrawek Belgii uratowano przed okupacją i to było chyba największym sukcesem tej bitwy, chociaż generalnie chodziło o efekt propagandowy, ..król - bohaterem, Belgia nie podbita do końca...
Jakże nam brakowało takich bodźców chociażby w 1939.. 
Po czterech latach, które upłynęły od początku bitwy w dniu 18 października 1918, dumny i dzielny król Albert I, który osobiście dowodził belgijską armią (chociaż jej nie eksploatował nadmiernie odmawiając udziału w ofensywach nad Sommą i pod Verdun, czym zapewne uratował szczupłe jej siły), ustanowił medal Izery (Médaille de l'Yser).
Medal dla walczących nad Yser Belgów oraz sojuszników.
Medal jest niezmiernie ,,kolorowy" o bogatym rysunku zarówno na awersie jak i rewersie. 
Awers przedstawia mężczyznę bez przyodziewku trzymającego lancę wyznaczającą zatrzymanie natarcia niemieckiego, datę bitwy, rewers zaś broczącego po zadanej ranie lwa leżącego nad brzegiem Izery. Górny medalion emaliowany piękną zielenią ,,butelkową", na awersie zawiera nazwę YSER, na rewersie królewska koronę i monogram króla Alberta.
Wstęga koloru żałoby narodowej i przelanej krwi ulega pewnym modyfikacjom w odniesieniu do drugiego odznaczenia ustanowionego w 1934 roku przez Leopolda III, (który objął belgijski tron po tragicznej śmierci Alberta na górskiej wspinaczce).. a mianowicie Krzyża Yser, nie różniącego się poza tym, że medalion wpisany jest w krzyż. Krzyż ten miał zastąpić medal i został ustanowiony w 1934 roku. Starym wiarusom nie podobała się konieczność wymiany medalu na krzyż i najczęściej z niego rezygnowali (jako, ze nie wolno było nosić obu odznaczeń obok siebie). Krzyży w związku  z tym wydano znacznie mniej co przekłada się na język kolekcjonerskich finansów i krzyż jest 4-5 krotnie droższy niż medal. 


Zdjęcia - Internet - 


Ale co z tymi barwami, bowiem najczęściej spotykanymi wstążkami zarówno w medalu jak i krzyżu są wstążki w barwach czarno-czerwonych. Ale czasami spotykamy i medale i krzyże w barwach czarno- żółtych ( takich jakby austro-węgierskich, chociaz nie mają z CK monarchią wiele wspólnego). 
Otóż Flamandowie, czyli niderlandzkojęzyczni Belgowie wprowadzili podkreślając swoja ,,niezależność" do medali i krzyży swoją barwę narodową, którą jest właśnie kolor żółty bądź oliwkowo żółty.
Wprowadzenie  koloru  było takim specyficznym ,,nacjonalizmem" w odniesieniu do Walonów czyli francuskojęzycznych Belgów.
Stąd w obiegu mogą funkcjonować zarówno medale jak i krzyże z dwoma typami wstążek. Te flamandzkie są rzadsze i cenniejsze, ale z drugiej strony król Albert I do munduru przypinał sobie wersję oficjalną z czerwono-czarna wstążką, tego się trzymajmy jako podstawowego wzoru !

Kurtka mundurowa Alberta I z medalem Yser - domena publiczna



Rynek antykwaryczny jest stosunkowo dobrze nasycony medalami Yser i nie ma  specjalnych kłopotów z zakupem medalu za cenę około 100 złotych, zakup krzyża, to wydatek rzędu 350-450 złotych, znacznie bardziej obciążający kieszeń. Kopii i podróbek medali chyba się nie spotyka, czego nie można powiedzieć o krzyżu, którego ,,reprodukcje" są bardzo nieudane, zwłaszcza jeśli chodzi o zieloną emalię małego medalionu, ale także głębokość odlewu. 
Pomimo, że wstążki najczęściej są oryginalne, to sporo medali ma współcześnie produkowane zamienniki wstążek, niby nie przeszkadza, ale mnie osobiście się mniej podoba. 
Podobają mi się za to belgijskie odznaczenia, którym chyba poświęcę jeszcze niejeden wątek..:-)
Mała bitwa zdecydowała o losach Belgii nieugiętej, chociaż na małym skrawku ziemi, z króla zrobiło bohatera narodowego, walczącego z Niemcami chociaż wywodzącego się z dynastii Koburgów bocznej odnogi Wettynów, na wskroś niemieckiej dynastii. Król, który wielkiemu cesarzowi Wilhelmowi II stawiającemu ultimatum z żądaniami zezwolenia na przemarsz armii niemieckiej, który argumentował Albertowi, że jest przedstawicielem niemieckiej dynastii, powiedział...,, Prócz tego, ze jestem Koburgiem, to również Orleańskim a przede wszystkim Belgijskim, .... ,,rządzę Narodem a nie drogą..." i to wszyscy przywódcy, koronowani czy wybrani w wyborach demokratycznych powinni wziąć sobie do serca, bo rządzi się Narodem i tylko takich Naród jest w stanie pokochać ....:-)


2/12/2020

Na gorąco, czyli gorąca aukcja GNDM - falerystyka


No i emocje, emocje takie trochę na zimno, bo udziału w licytacji nie brałem, wiadomo pieniądze nie rosną na głowie, nad czym boleję..Boleję tym bardziej, że było kilka ciekawych walorów do zassania do kolekcji. Już po aukcji, chyba jest trochę zdziwienia, że tak atrakcyjny temat jak falerystyka nie cieszy się takim powodzeniem jak numizmatyka, z drugiej zaś strony to i dobrze ;-)
Oczywiście Virtuti Militari w srebrze z 1792 roku pojawi się na aukcji w październiku, więc jest jeszcze sporo czasu na przemyślenia za ile będzie sprzedany i czyj zbiór zaszczyci. To że wygram w totolotka do tego czasu jest mało prawdopodobne, wiec u mnie w zbiorach nie wyląduje ;-))) 
Ale co najbardziej przykuło uwagę:

1. Książeczka służby wojskowej generała Józefa Mrozińskiego. 
Książeczka służby armii francuskiej nie budzi może sama w sobie tyle emocji co sama osoba generała.
Generał Józef Mroziński - domena publiczna
 Jego życiorys to życiorys typowego żołnierza tułacza. Od Armii księstwa Warszawskiego, epopeję hiszpańską z obleganiem Saragossy, karierą w armii napoleońskiej, powrotem do ojczyzny, powstaniem listopadowym, zesłaniem do Wołogdy przez Mikołaja I.... Smutny los XIX wiecznego patrioty. Kupujący nie docenili chyba rangi dokumentu sławnego Polaka, cena wywoławcza nie niska ale i nie wysoka dla miłośnika patriotycznych pamiątek, tym razem wybitnie spersonalizowanych.... A tu brak ofert.. Przyznam się, że to największe zaskoczenie dla mnie. Możliwe, że grupa odbiorców jest jednak bardzo wąska i tutaj odbiorcy upatrywałbym w jakiejś placówce muzealnej bardziej niż wśród prywatnych kolekcjonerów..

2. krzyż Virtuti Militari - XIX wieczny..



Ten krzyż trochę mi spokoju nie daje, sam nie wiem dlaczego. Argumentacja o jego proweniencji powstańczej jest jak najbardziej zasadna, niemniej nie wiadomo którego powstania miałby dotyczyć.  Wcale niewykluczonym jest, że mogła to być produkcja jak najbardziej rzemieślnicza z okresu powstania styczniowego. Co prawda uniwersały powstańcze odrzucały honorowanie takimi ,,znakami" to nadawanie orderu Virtuti Militari w czasie tego zrywu jest faktem. Tutaj pozostaje jedynie ,,gdybanie": bo chyba żadnych dokumentów razem z krzyżem nikt nie sprzedaje a i informacja odnośnie jego pochodzenia jest niedostępna. Przez cały czas mam odczucie, że gdzieś ten krzyż widziałem, jeśli nie ten to bardzo podobny, trudno mi jednak umiejscowić gdzie i kiedy..
Prawdopodobieństwo, że pochodzi z XX wieku jest niewielkie, ale trzeba by rozważyć i okres przed restytucyjny dla tego orderu własnie XX wieczny. 
Możliwe też, że chodzi tutaj o specyficzny ,,wtórnik" orderu wyprodukowany przez prowincjonalnego rzemieślnika na podstawie odręcznego rysunku sporządzonego przez osobę, która go zagubiła, albo miała nadany tylko go nie otrzymała jak czytamy w opisie aukcji. 
Atrakcyjny walor, cena wywoławcza niska i chyba podyktowana pewną niewiedzą odnośnie jego pochodzenia. cena końcowa przyzwoita jak na tego typu walor, przyznam się, że w skrytości ducha miałem ochotę na licytację, chociaż skąd bym wziął gotówkę w chwili obecnej to nie wiem :-)



3. i 4. Dwa Krzyże Virtuti Militari z okresu powstania listopadowego






to arcykąski w arcycenie. Ale cena jak najbardziej zrozumiała, biorąc pod uwagę rangę orderu i okres nadania. ba w ogóle w odniesieniu do tego orderu mam dziwnie emocjonalne reakcje, co zresztą wyraziłem nie tak dawno zamieszczając emocjonalny wpis o handlowaniu tego typu pamiątkami. Dla chętnych do przeczytania

https://orderyprzemekzieba.blogspot.com/2020/02/handel-pamiatkami-czyli-sprzedawanie.html

No ale emocje emocjami, ktoś postanowił sprzedać, ktoś postanowił kupić. 
Zastanawia mnie tylko, czy oba krzyże pochodzą od tej samej osoby, czy jest to fragment rodzinnej kolekcji, czy fragment dobrego i bogatego zbioru.. W przypadku zbioru zapewne nie ma żadnych informacji w przypadku sprzedaży od rodziny nagrodzonego, możliwe że jest, albo zostały te dane utajnione, wszakże RODO i te sprawy :-) Żart oczywiście - pewnie nie tyle ochrona danych osobowych co ochrona przed zakusami urzędów skarbowych ..
No ale danych nie ma. Wskazówką może być wstążka o francuskim pochodzeniu, co sugerowałoby uczestnika Wielkiej Emigracji. A krzyż wtórnie zawędrował do Polski, o ile nie ma związku pomiędzy tymi dwoma walorami. 
Od wielu lat ceny tych krzyży  z okresu powstania 1830-31 osiągają zbliżone wartości (klasy IV i V), na poziomie 15-25 tys. złotych, co oczywiście jest kwotą dla mnie astronomiczną, ale nie brak bogatych pasjonatów dla których kwota taka nie stanowi wielkiego wyłomu w budżecie (zazdroszczę !!). 
Krzyże Virtuti Militari z okresu powstania 1830-31 mają niesamowity urok. Poza nielicznymi incydentami końcowego okresu powstania, w którym część krzyży wręczono niejako ,,na pamiątkę" to wręczane były za prawdziwie bohaterskie czyny, te zapewne właśnie zostały za takie czyny nadane.
Ceny wywoławcze obu krzyży nie sugerowały, że ,,wyskoczą" wysoko w górę, analizując inne aukcje zbliżonych walorów sądziłem, że cena początkowa wzrośnie o 20% maksymalnie. 
Tym większym zaskoczeniem była cena końcowa, która w przypadku krzyża ze wstążką nie wyszła poza cenę wywoławczą, a spodziewałem się przynajmniej kilkutysięcznego ,,skoku", a w przypadku krzyża srebrnego nie znalazła nawet nabywcy. Trochę dziwne to dla mnie, ale może i faktycznie rynek jest stopniowo nasycany i takie rarytasy są napotykane na rynku może nie nagminnie to jednak się zdarzają. 

5. Krzyżyk z Olszynki Grochowskiej





 .....Kurier Polski "Pomysłowość Warszawian zmierza zużytkować drzewo słynnej Olszynki wyrobem z niego tabakierek pamiątkowych i innych drobiazgów".....

Piękny walor i powiem, że bardzo miałbym na niego ochotę. Jego rodowód musi być ciekawy i nasuwa mi się nieodparte wrażenie powiązania tego krzyżyka z powyżej dyskutowanymi innymi walorami i powiem tak jak detektyw amator to chyba pamiątki po generale Mrozińskim (Virtuti powstańcze, Virtuti - ,,zamiennik" i krzyżyk. Książeczka wiadomo, że do niego należała. 
Sam krzyżyk jest chyba (w kilku egzemplarzach) do obejrzenia w naszych muzeach. Ile ich wyprodukowano tego nie wiadomo, ale nie była to seria zbyt długa. Każdy krzyżyk ma trochę inne wymiary, przynajmniej tak wynika z opisów. Istotnie seria mogła wynosić 200 sztuk, może trochę więcej. 
Po bitwie pod Olszynką Grochowską chyba musiano sporo gałązek olchowych ściąć, (chociaż zapewne bez szkody dla środowiska), ponieważ robiono z gałęzi i gałązek różne pamiątki, drobiazgi a nawet zabierano je całe idąc na wygnanie zwane Wielką Emigracją....
Krzyżyk był moim faworytem, chociaz spodziewałem się że przekroczy 8 tysięcy złotych, a tutaj owszem przebicie kilkukrotne, ale przy takim walorze wcale nie tak wysoko się ,,sprzedał".
O ile prawdziwe okazałyby się moje przypuszczenia, ze to ,,rozparcelowany" po kilku aukcjach zespół pamiątek po generale Mrozińskim, to chyba jako taki zespół pamiątek znalazłby nabywcę i to szybko, pośród instytucji muzealnych. Ale to tylko gdybania..






6. Krzyż  Waleczności Armii Ochotniczej generała Bułak Bałachowicza

Krzyż ten cały czas uchodzi za bardzo kontrowersyjny, chyba ze względu na osobę samego generała, za którego wcale nie uważał go nasz wódz marszałek Piłsudski mówiąc o nim że  był „bandytą, ale nie tylko to; on dziś Rosjanin, jutro Polak, pojutrze Białorusin, a następnego dnia Murzyn”. Życiorys istotnie generał miał bogaty (polecam by chociaz trochę się z nim zapoznać), ale koncentrując się na krzyżu, to muszę stwierdzić, że komplecik bardzo apetyczny. Sam krzyż obecny na aukcjach nawet nie tak rzadko, ale zazwyczaj bez dokumentów, takich jak legitymacja, która w tym przypadku jest w komplecie i to tez typ spersonalizowanego pięknie zestawu. 
Nie wiem ile dokładnie krzyży nadano, niektóre egzemplarze są numerowane inne nie, słyszałem kiedyś o około 10.000 nadanych krzyży, ale charakter odznaczenia niejako ,,prywatny" nie pozwala na szczegółowe analizy. Ile by ich nie było, to chciałbym mieć go w zbiorach, co niestety musi jeszcze poczekać ;-)
Cena mimo wszystko nie niska, bo podobne komplety w zbliżonej były do zakupienia w antykwariatach i nic nie wróżyło by wiele podskoczyła. A tu bach, wcale nie znalazł nabywcy, chyba deprecjacja krzyża która rozpoczęła się jeszcze w latach trzydziestych XX wieku rozciągnęła się i na XXI wiek. Nieznana ilość nadań, nieznana liczba wyprodukowanych krzyży, obiektywne obawy przed nabyciem kopii (chociaz nie w tym przypadku), w zasadzie nadawanie każdemu, kto o ten krzyż wystąpił, dziwne modyfikacje samego krzyża, nie zjednują zwolenników jego zakupu. Zerknąłem na aukcje internetowe, jest kilka do sprzedania a raczej wylicytowania, tez oryginalnych. 


No i tyle ciekawych rzeczy, oczywiście były i inne fajne odznaczenia, ale nie wywoływały takich palpitacji jak te omówione. Pewnym zaskoczeniem była wywindowana cena Krzyża Walecznych 1920, Knedlera na wstędze od Hersego, ale warto było chyba wydać te pieniądze. Z drugiej strony dziwi niska cena jaką osiągnął zestaw odznaczeń po dyrektorze Targów Poznańskich, wspaniały zestaw z cała ,,papierologią" czyli dokumentami nadań. Sprzedany został za naprawdę niewielką kwotę,  zapewne jak w przypadku zestawu po pilocie Dywizjonu 315 nabywcą niekoniecznie jest osoba prywatna. 
Ceny carskich odznak nie dziwią, one zawsze znajdują nabywców.
No i tyle takich moich gorących przemyśleń. 
Konkludując nie wiedziałem, że przygotowując się finansowo,  nawet niekoniecznie mocno i mając jakieś zasoby nawet nie tak wielkiej gotówki na zakupy zakupiłbym zapewne wiele ciekawych walorów. Ale się nie przygotowałem, bałem się, że i tak nie dałbym rady zakupić interesujących rzeczy (chociaż niekoniecznie tych ,,topowych") a tu bęc, okazało się że dałbym radę zakupić kilka fajnych rzeczy, o które nie było zbytniej ,,walki". Nauczka na przyszłość, jak zbliża się aukcja a na niej coś fajnego- trzeba wziąć  pożyczkę chociażby z kasy zapomogowej zakładu pracy, ostatecznie pożyczyć od kolegi lub w akcie desperacji zadłużyć się u teściowej...tego ostatniego to jednak nie życzę i kończąc kawę żegnam się do następnego wpisu :-)

2/10/2020

Signum Laudis czyli jak to było w Szwejku... - kilka słów na temat ,,Znaku zasługi"




Sen kadeta Bieglera przed Budapesztem..



...Miał signum laudis, żelazny krzyż, był majorem i jechał na inspekcję odcinka brygady, która była mu powierzona. Tylko że nie umiał sobie wytłumaczyć, dlaczego ciągle jest majorem, gdy komenderował całą brygadą. Miał podejrzenie, że oczekiwał go awans na generała-majora, ale słówko „generał” musiało się widać gdzieś zapodziać na poczcie polowej....

Zapewne miłośnicy przygód dzielnego wojaka Szwejka doskonale znają ten przezabawny fragment dotyczący snu poalkoholowego kadeta Bieglera w pociągu wiozącym batalion 91 IR na front, który zmierzał do Budapesztu...
Ileż razy czytałem to znakomite dzieło Haska - nie wiem chyba kilkanaście  i zawsze ten fragment przykuwał uwagę. Aż wreszcie kilkanaście lat temu ,,wziąłem byka za rogi"...poszukałem czym był ten Signum Laudis, kto go otrzymywał, jaka była jego historia.
Kto chce niech czyta :-)
Z tym zaszczytnym znakiem zasługi związany jest jeszcze jedno dzieło, tym razem filmowe, w którym zaprezentowano moim zdaniem fałsz związany z jego nadaniem. ale o tym później. Teraz kilka słów na temat jego początków, czyli tego co nie każdy lubi i później na temat aspektów pozyskiwania tych odznaczeń na rynku kolekcjonerskim. 


Zaczynamy - Militärverdienstmedaille,MVM,Signum Laudis, 
to jego nazwy, ale powszechnie nazywany Signum Laudis, czasem nawet bez dużych liter. Ustanowiony w 1890 roku przez Franciszka Józefa I, miłościwie panującego przez 68 lat..
zdjęcie Franciszka Józefa I - domena publiczna

Z Franciszkiem Józefem związane jest wiele opowieści i anegdot niekoniecznie wkomponowanych w dzieło Jarosława Haška, w którym jest sporo przypowieści, ale funkcjonowało mnóstwo innych. Poczciwy monarcha wplótł się w historię Galicji do tego stopnia, że zasłużył sobie nieraz na to by jego portret w okresie już po odzyskaniu niepodległości wisiał na honorowym miejscu w niejednym galicyjskim domu obok portretu marszałka Piłsudskiego..
Takie legendy słyszałem i w mojej rodzinie...Może zresztą to szczera prawda?
Pozostawmy dobrotliwego monarchę w spokoju i skoncentrujmy się na medalu. 
Nadawany był jedynie oficerom i urzędnikom wojskowym równym rangą oficerom. 
Początkowo była tylko jednak klasa, brązowa, pozłacana. Z profilem monarchy na awersie i legendą otokowo- opisową na jakimi krajami panuje.


Rewers to napis ,,SIGNUM LAUDIS" -  czyli ,,Znak Zasługi". Umieszczony w gustownym wieńcu. całość medaliony zwieńczona koroną. Wstążka dla nadań za zasługi ,,bojowe" na takiej wstążce jak medal za waleczność czyli Tapferkeitsmedaille...natomiast za zasługi wojskowe ale nie związane z działaniami wojennymi - w czasie pokoju na wstędze czerwonej


Czas pokoju skończył się w 1914, więc powyżej tego roku nie wydaje mi się by medale na takiej wstędze były nadawane. Chociaż nie można wykluczyć i takiego faktu. W późniejszym okresie (1916) dodano skrzyżowane złote miecze, które miały wyróżnić nadania czasu wojny za bezpośrednie bojowe zasługi od innych zasług, bardziej związanych ze służbą tyłową. Miecze były specyficznym stopniem, czy tez wyróżnieniem.  Co do samego stopnia medalu w 1911 roku wprowadzono srebrny medal, czyli wyższy od poprzedniego, który powinien być kolejnym stopniem po uzyskaniu brązowej klasy..


Zasady użycia wstęgi oraz mieczy były te same. Co ciekawe często spotyka się na mundurach obie wersje czasu pokoju i wojny tej samej klasy obok siebie. Medale noszone były na lewej piersi. 
Podporucznik udekorowany Signum Laudis- Źródło-https://www.erikscollectables.com/category/hungarian-military-history
W 1916 roku prócz dodatku w postaci złotych mieczy wprowadzono ,,Wielki Wojskowy Medal Zasługi” (Grosse Militaerverdienstmedaille). Był większy wykonany z czystego złota i nadawany w niewielkich ilościach.
Wielki Wojskowy Medal Zasługi źródło - https://www.numisbids.com/

Jak widzimy różnił się również szczegółami. Wieńcem przy koronie, oraz wieńcem ponad napisem otokowym. Nadano ich raptem 30 sztuk ( tak podaje literatura) i była to nagroda za wybitne czyny godne cesarskiej pochwały...
W 1916 roku umiera sędziwy Franciszek Józef I a jego następca zostaje Karol I. Wojna trwa nadal, oficerowie zdobywają kolejne Signum Laudis, noszenie ich wszystkich jest mało wygodne, ale by rozwiązać ten problem wprowadzono srebrne klamry za kolejne wyróżnienia, podobnie jak w medalu ,,Za Waleczność". Za kolejne wyróżnienie przypinano jedną stalową klamrę w kolorze srebrnym, za trzecie drugą. Gdy wyróżniony posiadał również złote miecze przy kolejnym wyróżnieniu mocowano je do metalowego paska.




 Źródło Internet

Nowy cesarz aż do roku 1917 nadawał medale z podobizną swego poprzednika, od kwietnia 1917 roku rozpoczęto nadawanie medali z podobizną Karola I oraz modyfikacją korony. Teraz nad medalionem znajdowały się dwie korony austriacka i węgierska jako przejaw pełnego równouprawnienia obu części monarchii. O ile nad medalionie wcześniejszej wersji korona jest wyraźnie ruchoma, tak nad medalionem późniejszej wersji zdarzają się ,korony zespolone z medalem ,,na sztywno". Wersja późniejsza ma również bardziej surowy wygląd i moim zdaniem nie jest tak ładnie grawersko obrobiona jak pierwsza. 


Medal ten nadawany za czasów Karola I chyba był wieszany tylko na wstędze ,,bojowej", nie cywilnej. Oczywiście posiadał i klasę wyższą czyli srebrną, chociaz z tego co wiem, Karol zdecydował się  na zamieszczenie swojej podobizny także na wielkim medalu ze złota. 
Ale przyznam się bez bicia, nie widziałem takich medali i nie znalazłem godziwego zdjęcia by je tutaj zamieścić. 
W zasadzie nie mogę powiedzieć ile łącznie medali Znaku Zasługi nadano. Poza medalem ,,wielkim". 
Myślę, że w przybliżeniu mogło zostać nadanych około  100 000 medali.  Ale to tylko taka hipoteza nie poparta dowodami. 
Jakiej jest wielkości? 
Klasa najwyższa to 38 mm pozostałe 30-31 mm średnicy, niektóre źródła podają 32 mm, ale to chyba związane jest z różnymi producentami i ich pojmowaniem sztywnych wymiarów, wstążka szerokość 37,7 mm. 
Signum Laudis cieszył się spora estymą, skoro jeszcze w okresie drugiej wojny światowej noszono go w gali orderowej nagrodzonych żołnierzy armii niemieckiej i austriackiej a także po Anszlusie Austrii  również spotykany pośród baretek na mundurach żołnierzy niemieckiego Wehrmachtu i nie tylko, podobnie zresztą jak i inne odznaczenia CK monarchii. 
Poniżej dla zilustrowania, nie by szerzyć ideologie nazistowskie - zdjęcie mało interesującego  z powodu przynależności organizacyjno-militarnej, dowódcy SS Artura Phlepsa, 
który poza swoimi niecnymi uczynkami nieciekawymi ma ciekawy zestaw orderowy na piersi, ze szczególnym wyróżnieniem medali CK monarchii, które otrzymał w czasie Wielkiej Wojny, którą zakończył w randze podpułkownika. 

                                          Źródło- domena publiczna

W Polsce zakazany, natomiast na Węgrzech po pierwszej wojnie światowej został przywrócony w 1922 roku przez Miklósa Horthy'ego, regenta Królestwa Węgier, w zbliżonej wersji z inną wstęgą oraz podobizną korony Św Stefana na szczycie medalu, podwójnym krzyżem na awersie i napisem SIGNUM LAUDIS 1922. Zaprezentuję poglądowo jak wyglądał, ale rozwodzić się nad nim w tej chwili nie będę, bo odznaczenia węgierskie to duży temat. Wstążka tez była całkiem inna - zielona wstążka - cywilna, (czyli czasu pokoju)
z wąskimi białymi (wewnętrznymi) i czerwonymi (zewnętrznymi) paskami. 
Wstążka wojenna została zatwierdzona w 1939 r., Która odwróciła kolory wstążki wojskowej na czerwoną z wąskimi białymi (wewnętrznymi) i zielonymi (zewnętrznymi) paskami.
Do 1939 roku funkcjonował jako medal w trzech klasach, później dodano stopień  ,,Wielkiej Korony"

                              Źródło https://www.germanmilitaria.com/Imperial/Photos/G009872.html

                                                       Źródło domena publiczna Internet

No i teraz kilka informacji ważnych z punktu widzenia potencjalnego nabywcy.
Współczesne Signum Laudis czyli kopie funkcjonują, widziałem raz i to chyba tylko raz. Mają one zbliżony charakter do emitowanych u nas kopii kolekcjonerskich orderów i odznaczeń, z przeznaczeniem dla grup rekonstruktorskich. W chwili obecnej nie spotyka się raczej reprodukcji na masowa skalę. 
Cena tutaj oczywiście pominę najwyższa klasę" która sprzedano nie tak dawno za 9000 euro, i skoncentruje się na klasach niższych. Najbardziej dostępnymi są wersje z okresu Franciszka Józefa, kosztują od 200 PLN (czasami taniej) do maksymalnie 400 za klasę srebrną, pudełka wydatnie podnoszą wartość medalu. Zdjęć pudełek nie zamieszczam, sam ich nie posiadam, a jest ich zbyt wielka różnorodność, co producent to pudełko :-)
Pośród wszystkich dostępnych klas najdroższą jest oczywiście klasa srebrna emitowana za panowania Karola I, poniżej 300 PLN trudno ja trafić...Ceny tej klasy są raczej wyższe i najrzadziej się pokazują. Oczywiście bardzo zyskują medale z oryginalną wstążką - tutaj też nie jest najgorzej, bo spory odsetek jest oryginalnych. Ale jest i sporo współczesnych produktów bezlitośnie dopinanych do oryginalnych medali. Sporo wstążek jest pomylonych, na co warto zwrócić uwagę. Przy edycji Karola I raczej niemożliwe by pojawiały się wstążki okresu pokoju, czyli czerwone, chociaż zmiany z 1917 uwzględniały i takie rozwiązanie, ale nie w trakcie wojny. A już absurdem jest przypinanie do cywilnej wstążki skrzyżowanych mieczy...Czerwone wstążki są pozyskiwane z innych medali z czerwoną wstążką, których w CK monarchii było kilka. 
Miecze (wprowadzone w grudniu 1916 - już po śmierci starego cesarza) teoretycznie nie powinny znaleźć się na wstążce emisji medali z okresu Franciszka Józefa, ale są i na nich (sam prezentuje powyżej taki), ponieważ do kwietnia 1917 roku, nadawano medale z jego podobizną, a może i dłużej.. Oczywiście okucia klamrami są najbardziej cenne w okazach tych medali, i o ile są oryginalne bardzo podnoszą wartość waloru. 
Tutaj ,,zapotrzebowanie rynkowe" oczywiście jest spore i wielu przedsiębiorczych sprzedających zaopatruje w klamry pochodzące z Medalu Waleczności nasz Signum Laudis.. Czasami sprzedajacy zaopatrują wstążkę w podrabiane klamry, co nie jest łatwo rozpoznać.O klamrach powiemy sobie przy pogaduszkach o wzmiankowanym Medalu Waleczności niebawem..
We wszystkich medalach pochodzących z okresu Karola I daje się zauważyć spadek jakości i iście ,,wojenną produkcję", medale są pokrywane galwanicznie metalem gorszej jakości, warstwa pokrycia jest bardzo cienka, stąd brzydkie ,,przetarcia", szczegóły są kiepsko dopracowane.
No i trafiliśmy na okres przerwy na kawę, więc  w podsumowaniu, dodam, że lubię czeskie filmy, chociaż film zatytułowany ,,Signum Laudis" niestety rzetelny nie jest. Bohaterski kapral Hoferik ma wielka ochotę za swoje czyny na granicy absurdalnej brawury uzyskać to zaszczytne odznaczenie, co mu się finalnie udaje, Oczywista bzdura, chyba żeby chodziło o jakieś ,,nieoficjalne" nadanie na zasadzie gestu, absolutnie prywatnego, ale to chyba tylko wizja artystyczna. Nie udało by się nagrodzić nie oficera tym medalem, a już z pewnością nie kaprala armii CK, jak to ma miejsce w filmie. 
Dla przykładu jeden z wybitnych asów myśliwskich armii CK, Julius Arigi nigdy nie został uhonorowany tym medalem, pomimo imponującej kolekcji medali za waleczność i to nadawanych kilkukrotnie, ponieważ nie miał stopnia oficerskiego a był tylko Offiziersstellvertreter,  który był najwyższym stopniem podoficerskim.
                            Julius Arigi i jego imponująca gala medalowa- domena publiczna
   Ale filmy rządzą się swoimi prawami i niejednokrotnie mam niezły ubaw patrząc na przykład na ,,prl-owskie" baretki medalowe doczepiane do mundurów amerykańskich z okresu II wojny, baretki medali niemieckich ustanowionych w 1942 roku na mundurach żołnierzy w 1939 roku etc...Więc nie dziwmy się innowacjom, których nie powstydziłby się i sam Jarosław Haszek, którego zacytuję na końcu coś o czym pogadam następnym razem czyli ..

........Tacy faworyci bywali podczas wojny nagradzani wielkimi i małymi medalami srebrnymi za odwagę i męstwo. W 91 pułku znałem takich kilku. Jeden pucybut dostał wielki srebrny medal za to, że umiał bajecznie piec gęsi, które kradł. Drugi dostał mały srebrny medal za to, że z domu otrzymywał wspaniałe paczki żywnościowe, dzięki którym jego pan w czasach powszechnego głodu wojennego tak się przeżarł, iż nie mógł łazić. Wniosek o odznaczenie tego człowieka medalem motywował jego pan następująco: — Za to, że w walkach okazywał niezwykłą odwagę i męstwo, że gardził życiem i nie opuszczał swego oficera na krok pod silnym ogniem nieprzyjacielskim.A on tymczasem gdzieś na tyłach plądrował kurniki.....

Oczywiście nie deprecjonując jednego z najbardziej zaszczytnych medali CK armii czyli Tapferkeitsmedaille, o czym niebawem ;-)





2/05/2020

Nie płaczcie matki i wdowy, czyli odznaczenia dla rodzin poległych żołnierzy..


Każdy z nas oglądając filmy wojenne, na pewno wzruszał się scenami w których matka lub żona żołnierza dowiaduje się o jego śmierci. Wiele z tych wzruszających scen zawiera elementy przekazywania rodzinie żołnierza jego odznaczenia nadanego mu po bohaterskiej śmierci przez dowódców.
No ale co w sytuacji, gdy była to prosta żołnierska śmierć jakich wiele, bez akcentów heroizmu, bohaterskich wyczynów, czyli taka która zasługiwała najwyżej na list kondolencyjny od dowódcy?
Niektóre państwa wprowadziły specjalny sposób honorowania rodziny poprzez nadawanie rodzinie, nie zaś poległemu żołnierzowi specjalnych odznaczeń, bądź odznak. Takich by pogrążona w rozpaczy matka, żona mogły dzielić się zarazem żalem po nieżyjącym żołnierzu jak i być z tego dumnym, że poległ za ojczyznę, ale i manifestować to w widoczny sposób.
Temu miały służyć własnie odznaczenia, bądź odznaki  dla poległych  w akcji żołnierzy zwane w języku angielskim ,,next of kin"(najbliższemu krewnemu) lub ,, killed in action"(zabity w akcji).  
Gdy pierwszy raz przeglądałem oferty aukcyjne japońskich odznaczeń i orderów, nie zwróciłem uwagi wcale na niepozorne ,,sznureczki" we fioletowym kolorze z dopięta odznaką, nad którą się specjalnie nie zastanowiłem co przedstawia. Wiadomo jak coś ma się podobać na początku to będzie to coś bardziej okazałego, a nie taka blaszka ze sznureczkami...





Dopiero szperanie w sieci przyniosło garść wiadomości, blaszka ze sznureczkami przestała być zwykłą blaszką, a stała się symbolem śmierci żołnierskiej i opłakującej rodziny..
Zakupiłem ją, chociaz targały mną różne emocje, przyznam, że gdy pokazałem ja żonie, nie zareagowała obojętnie - podobnie do mnie..
Odznaka została powołana do życia w 1931 roku, a wręczało ją stowarzyszenie rządowe Gunji Izoku - kai, w tłumaczeniu wolnym ,,Stowarzyszenie Rodu Następnego Żołnierza".
Poległ w akcji,...Źródło: httpsww2db.comimage.phpimage_id=20946

Odznaka wykonana jest z blaszki aluminiowej na awersie przedstawiono kwiat wiśni, na rewersie napis ,,żołnierz następnego pokolenia". I w zasadzie prostota tej smutnej odznaki jest bardzo wymowna. W pewnym sensie nakazuje kolejnemu pokoleniu również ginąc za ojczyznę. 
Prócz odznaki rodzina otrzymywała wsparcie pieniężne i pewne ulgi.  W dobie trudnej sytuacji w czasie wojny z pewnością wsparcie finansowe było ważnym elementem dbałości o rodzinę poległego. Odznaka często sprzedawana jest w pudełeczku z drzewa paulowni, w takim pudełeczku była wręczana a w końcowym okresie wojny już tylko w tekturowym pudełeczku albo i kopercie papierowej... Wręczaniu i zapisywaniu poległego towarzyszył ceremoniał, którego tutaj nie będę opisywał. Przyznam, że nie chciałem kupować całego zestawu bo i takie można nabyć zawierającego dokumenty, w tym fotografię poległego, Chyba nie dałbym rady obcować z takim kompletem pamiątek..
Co do ceny, trudno pisać bez emocji, ale skoro ramy blogu to tez specyficzny ,,poradnik zakupowy", to napiszę, że można taką odznakę nabyć za kwotę w przedziale 50-200 PLN, najczęściej z Japonii. Kopii nie spotkałem. 
Czy japońska odznaka była pierwszą w historii odznaczeń? 
Nie, pierwszym, albo jednym z pierwszych znaków upamiętniających poległych żołnierzy a nadawany rodzinom był kanadyjski ,,Memorial cross", czyli Krzyż Pamięci, ustanowiony 1 grudnia 1919 roku przez króla Jerzego V. I wygląda tak jak poniżej

Krzyż ewoluował w trakcie swojej egzystencji (do dnia dzisiejszego). Początkowo na wstędze o barwie fioletowej (podobnej do barwy japońskiego odpowiednika), potem na przypinkach (broszkach) - od stycznia 1945 roku. 

Wersja obowiązująca od 1945 roku- źródło Internet http://www.defenceimagery.mod.uk/fotoweb/

Zmienia się jedynie monogram królewski na awersie. Rewers jest oznaczony inicjałami poległego i jego rangą służbową.

Rewers- źródło Internet http://www.defenceimagery.mod.uk/fotoweb/

Jak zaraz zobaczymy, kanadyjski krzyż zainicjował powstanie zbliżonych odznaczeń w koronie brytyjskiej. Ale po pierwszej wojnie przed powstaniem krzyża, Brytyjczycy w specyficzny sposób chcieli  upamiętnić poległych wydając rodzinom ,,Memorial plaque" medalion pamiątkowy, zwany wymownie  ,,Dead Man's Penny"(Death Penny) czyli ,,groszem martwego człowieka". Medalion był stosunkowo duży - o średnicy 12 cm, Nie był oczywiście przystosowany do noszenia go na co dzień, ale bardziej do eksponowania w mieszkaniu. 

Awers zawiera wizerunek Britanni, personifikacji Wielkiej Brytanii, czyli symbolu o bardzo szlachetnym rodowodzie sięgającym czasów rzymskich. Britannia trzyma trójząb, wymowny symbol panowania nad morzami, którego to symbolu dopełnieniem jest wizerunek dwóch delfinów, brytyjski majestatyczny lew, symbol królestwa ma nad łapą monogram projektanta medalionu. Britannia trzyma laurowy wieniec nad tabliczką, na której umieszczano imię i nazwisko poległego (bez stopnia wojskowego). 
majestatu wielkości Britanii jest drugi lew (pod pierwszym) który rozdziera pruskiego orła, bardzo wymowne skojarzenie. Napis otokowy mówi o ,,śmierci za wolność i honor". Były tez wersje dla kobiet - poległych w walce. na wyprodukowanie 1 miliona 355 tysięcy medalionów zużyto prawie 450 ton brązu..
Możemy sobie ja nabyć za złotówkową równowartość 100 funtów brytyjskich. Mówię o oryginałach, kopie możemy kupić w cenie kilkukrotnie niższej.
Brytyjczycy chyba trochę pozazdrościli Kanadyjczykom, bowiem z dużym opóźnieniem ustanowiono w roku 2009 krzyż Elżbiety (Elizabeth Cross). wymowa jest identyczna a kształt i treść przypomina kanadyjski odpowiednik.
Krzyż Elżbiety Źródło http://www.defenceimagery.mod.uk/fotoweb/
nadaje się go rodzinom poległych żołnierzy, ale poległym w okresie już po drugiej wojnie. 
By podsumować dodam jeszcze jeden bardzo podobny krzyż tym razem z Nowej Zelandii, jak przystało na członka Wspólnoty Narodów, nie odbiega on od dwóch poprzednich, chociaz jest wcześniejszy niż brytyjski, ponieważ ustanowiono go w 1947 roku. 
     Krzyż Pamięci - Nowa Zelandia Żródło By Auckland Museum, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=64471575


Z konieczności blogowych założeń trzeba by napisać i o dostępności krzyży na rynku kolekcjonerskim. Oczywiście sa dostępne w cenie od 1000 PLN w dół, najczęściej spotyka się krzyże kanadyjskie, ale widywałem i inne. Wysoka cena dotyczy tylko krzyży nadanych z wygrawerowanym imieniem, nazwiskiem, rangą etc. o czym pisałem powyżej. Kopie kolekcjonerskie to wydatek około 150-200 PLN. Rzecz jasna na rewersie nie będzie żadnych napisów i to chyba właściwa cecha pozwalająca odróżnić takie oferty nieuczciwych sprzedających opisujących oferowane kopie jako oryginały.
Teraz na sekundę przeskoczmy za ocean do Stanów Zjednoczonych, których władze bodajże w 1947 roku powołały do życia odznakę w kolorach amerykańskiego purpurowego serca, będącego honorowym odznaczeniem za odniesione w bitwie rany, bądź honorową śmierć na polu bitwy. Purpurowe serce i tak wędrowało do rodziny gdy żołnierz ginął, ale i rodzinie przyznano prawo do noszenia odznaki w jeśli mogę to określić ,,wygodnej" formie znaczka.
Żródło Internet 



Jest to jak pisaliśmy niejako rozwinięcie Purpurowego Serca, tutaj wstecznie pomimo powołania w 1947 roku postawiono rozciągnąć ją na poległych począwszy od pierwszej wojny światowej, nadawana jest i dzisiaj rodzinom gdy żołnierz zginie w trakcie wykonywania misji, bądź konfliktu zbrojnego, w który były zaangażowane Stany Zjednoczone. Cena tej odznaki na aukcjach to wydatek około 100 złotych nie licząc wysyłki, najczęściej wysyłane są z USA (koszty wysyłki niestety nie tak niski). Purpurowe Serce w oryginale to już bardziej obciążające kieszeń inwestowanie w kolekcję, rzędu około 1000 złotych, za oryginalne odznaczenie grawerowane na rewersie, z podaniem imienia i nazwiska odznaczonego. Ale jest tyle współczesnych kopii, oraz tych medali bez grawerunku sprzedawanych jako oryginały, że w głowie się kręci i chyba trzeba dobrego fachowca od odznaczeń amerykańskich by się nie pogubić..

Źródło domena publiczna



Purpurowe Serce jest jednym z najstarszych odznaczeń, które można zakwalifikować jako odznaczenie dla poległych w akcji, ale tez nadawane żywym stanowi specyficzne przejście do kolejnego tematu jakimi są modyfikacje odznaczeń...

I trzeba by teraz powiedzieć cokolwiek o tych specyficznych modyfikacjach odznaczeń, które nie były z samego założenia przeznaczone dla rodzin, które utraciły bliskich na wojnie, a były ,, żałobnymi" modyfikacjami ,odznaczeń funkcjonujących. 
Modyfikacji dokonywano najczęściej poprzez dodanie wstążki w innym kolorze czy deseniu. 
Na początek najbardziej znamienity fiński Order Krzyża Wolności. Parę słów o odznaczeniach fińskich. Młode państwo wyrwało się spod dominacji Rosji po ponad stuletniej zależności w 1917 roku. Ucieczka w niepodległość zaowocowała bardzo ciekawym systemem odznaczeniowym, prostym, ale i skomplikowanym a zarazem ciekawym, ale to nie temat na teraz, może trzeba by poświęcić temu oddzielny wpis. I tak się właśnie zastanawiam, że tematów jest taki ogrom do przegadania, że szkoda, że nie mam na tyle wolnego czasu by zagłębić się we wszystko ;-) Ale jesteśmy przy krzyżu zwanym ,,żałobnym", który jest modyfikacją polegająca na zmianie barwy wstążki krzyża IV klasy -i  zwany jest Medal of Mourning (VM surumitali). Na marginesie krzyże ,,żałobne" nadawano tylko w tej klasie. 
Medal of Mourning -Żródło - https://tompress.shop/pl

Wersje nieżałobne mają inny kolor wstążki, w czerwieniach w okresie wojny,  żółtościach z dodatkami ale ich opisem kiedyś się zajmiemy, ponieważ zastosowanie różnego koloru emalii, koloru wstążek, dodatków na wstążce czyni ponoć aż 51 jego odmian, co stanowi absolutny rekord wśród orderów... 
Nasz krzyż został ustanowiony w 1918 roku, następnie wznowiony w 1939 i 1941 (wojna kontynuacyjna). Takie daty mogą figurować na rewersie, chociaż jeśli był nadawany tylko w okresie drugiej wojny to ograniczy nam to daty rewersu. Nadano ich około 90.000, ale nie mam danych czy od początku ustanowienia czy tylko w okresie drugiej wojny światowej, chyba chodzi o drugą wojnę od 1939 roku.. Brak danych mam nadzieje, że państwo wybaczą bo ze znajomością fińskiego jest u mnie tak jak z węgierskim i japońskim :-) Ale do źródeł dotrę i Państwu zaprezentuję kiedyś swoje wywody. Jego cena to wydatek około 400 PLN w górnej granicy. jest spotykany na aukcjach, podróbek nie widziałem, pomimo intensywnego przeszukiwania ofert. 
Ładnie zaczęliśmy i brniemy dalej zdając sobie sprawę, ze pewnie przegapiłem jakieś państwo, które również ustanowiło taką pamiątkę..
Jako, że zakres tematyczny bloga nie jest tak elastyczny by dokładać do falerystyki dokumenty takie jak listy kierowane do rodzin poległych żołnierzy, to tez pominę je w dywagacjach. 
No i zostało nam jedno państwo..
Zacznę od Krzyża Honorowego wojny światowej 1914-18, zwanego również krzyżem Hindenburga. Któż interesujący się falerystyką nie zna tego krzyża...? Chyba każdy... krzyż ogólnie dostępny w przystępnej cenie. Ale czy spora rzesza kolekcjonerów zadała sobie pytanie dlaczego poszczególne egzemplarze są jakby trochę inne.
Ta odmienność nie wynika bynajmniej z faktu produkcji krzyży przez różne zakłady grawerskie (chociaż istotnie produkowano ich miliony i to w rożnych zakładach) lecz z precyzyjnego zamysłu rozróżniania zasług w okresie Wielkiej Wojny.
No i cóż my mamy
wersję najbardziej znaną czyli krzyż z mieczami i wstążką takiego typu (nomen omen pochodzącego kolorystycznie z medalu za wojnę  francusko-pruską 1870-71):

Krzyż w wersji dl weteranów (walczących) Źródło - www.cimilitaria.com


To krzyż określany jako krzyż dla walczących, a oprócz niego mamy dwie odmiany tego krzyża:
dla niewalczących, różniący się jedynie brakiem mieczy:

Krzyż w wersji dla niewalczących Źródło - www.cimilitaria.com

Oraz nasz, będący przedmiotem dyskusji krzyż dla rodzin poległych żołnierzy:

Krzyż w wersji dla rodzin poległych Źródło - www.cimilitaria.com

Ten krzyż, a raczej wersja już sporo się różni od zasadniczego wzoru. Przede wszystkim ma inną wstążeczkę, z odwróconym układem barw, krzyż nie ma mieczy no i jest oksydowany na czarno. 
Wszystkich krzyży w rozumieniu wersji przyznano około ośmiu milionów, z czego około 10% stanowiły krzyże dla rodzin. Mam nadzieje, że to lekkie zejście z tematu nie jest utrudnieniem w czytaniu, ale nie da się pokazać danej odmiany w tym przypadku nie pokazując wszystkich. Ceny nie są wygórowane, od kilkudziesięciu  do stu kilkudziesięciu złotych, ten górny pułap obejmuje często komplet z dokumentem nadania. Powszechnie dostępny, a najrzadziej spotykany jest krzyż dla niewalczących. 
I by podsumować nasze wywody na koniec dosyć kontrowersyjny ze względu na okoliczności utraty żołnierskiego żywota krzyż dla wdów żołnierzy poległych w ramach korpusu ekspedycyjnego skierowanego przez Hitlera do Hiszpanii w roku 1936, zwanego Legionem Condor. 
Uwaga!! poniższe zdjęcia krzyża nie propagują faszystowskiej ideologii, są jedynie wykorzystane w opisie jako źródło informacji historycznej (musiałem to napisać, bo tak trzeba, osobiście mam do faszyzmu stosunek wrogi i potępiający, ale tutaj chodzi o formę udokumentowania odznaczenia)

Oryginalny Krzyż dla Osieroconych Żródło - www.emedals.com

Wróćmy do krzyża zwanego Krzyżem dla Osieroconych. Jest on rozwinięciem żałobnym, tak zwanego ,,Krzyża Hiszpańskiego" którego już prezentował tutaj nie będę, bo to temat na oddzielny wpis, ale chodzi o odznaczenie niemieckie nadawane żołnierzom wzmiankowanego korpusu ekspedycyjnego, powołane w czterech klasach oraz wersjach za zasługi w walce i nie. Krzyże te były mocowane na szpilce (raczej grubej szpili) do munduru i nie miały wstążek, poza tym właśnie krzyżem dla rodzin poległych. Wstążka w barwach dla bocznych bordiur - hiszpańskich barw narodowych a centralnie od nich białe paski a pośrodku czerń, nasuwająca prócz dosyć ponurych skojarzeń dokonań tej formacji (takich jak bombardowanie Guerniki), nieodległe skojarzenie z barwami wstążki Krzyża Żelaznego z okresu do 1939.  

Mural Pablo Picasso - Guernica - źródło domena publiczna 

Pamiątki te w tym nasz krzyż, związane z działaniem tej formacji, zajmują na rynku kolekcjonerskim wysoką pozycję, związaną z niewielkimi ilościami nadań., Przez cały Legion Condor w trakcie wojny 1936-39 przewinęło się ponad 20.000 żołnierzy, z czego praktycznie wszyscy włącznie z pracownikami cywilnymi zostali nagrodzeni krzyżem za zasługi bojowe lub niebojowe, natomiast ilu poległo? Tego nie wyszperałem, chyba niewielu. Wiec biorąc pod uwagę ceny krzyży za bojowe zasługi zaczynające się od około 500 dolarów w górę, to nasz opisywany będzie bardzo drogi. Oczywiście skoro jest zapotrzebowanie to produkowane są kopie, sprzedawane niekoniecznie z opisem ,,kopia". Ot taki krzyż dla naiwnych, którzy sądzą, że tego typu odznaczenie można zakupić za 100 złotych. Ale nie brakuje i naiwnych, więc los Guerniki jest przestroga przed wojną, a okazyjne ceny tych krzyży są przestrogą przed naciągaczami różnej maści. 
I na tym kończymy tą finalnie dosyć smutną pogadankę o próbach pocieszania rodzin poległych żołnierzy poprzez przypinanie im do klapy różnego rodzaju odznaczeń. Odznaczeń, które są ponurym memento przed wojna jej okrucieństwem i tym do czego prowadzi. 
Dopóki będą wojny będzie i zabijanie żołnierzy i zapewne i takie odznaczenia będą ewoluowały w nowe coraz bardziej wymowne, wręczane z ceremoniałem wojskowym zapłakanym kobietom, które utraciły kogoś kogo kochały..



....A potem wnuki bezceremonialnie ku uciesze wielu kolekcjonerów sprzedadzą je w jakimś antykwariacie lub na kolekcjonerskiej giełdzie i tak się ten świat pamiątek kręci o czym ostatnio pisałem ... 


i to już naprawdę tyle w temacie - do usłyszenia :-)